| |

NAVIGATION
|
|
|
|
|
Dzięki uprzejmości Planet Caladan, a w szczególności Damiana
Polszakiewicza mam zaszczyt przedstawić polskiej Caladanowej
prog-rockowej publiczności mało znany lub w ogóle nie znany zespół zza
oceanu o niepozornej nazwie Franch TV.
Zanim
ta nazwa zaczęła funkcjonować na szeroko rozumianej progresywnej mapie
świata, w czasach punk-rockowej rewolty w Louisville w stanie Kentucky
(oczywiście w USA) z inicjatywy Mike’a Sary oraz Stephena Robertsa
powstał zespół o nazwie FESTUNG AMERIKA, który był protoplastą FRENCH
TV. Oprócz Mike’a Sary obsługującego po dziś dzień bas oraz Stephena
Robertsa grającego na różnej maści instrumentach klawiszowych oraz
perkusyjnych zespól zasilił Jeff Jones grający na saksofonie oraz
organach i będący pod wpływem takich artystów jak Frank Zappa, Captain
Beefheart czy Van Der Graaf Generator, a wywodzący się z formacji o
nazwie MYOPIA, grającą pełną humoru muzykę z pogranicza Gong, Hawkwind,
Pink Floyd, Mountain. Jak łatwo się domyśleć repertuar Festung Amerika
początkowo opierał się na coverach i nagraniach zespołu Jaffa, Myopia.
Muzycy grali w małych knajpach i zazwyczaj gromadzili wokół siebie małą
i przypadkową publiczność, niekiedy niechętną, aby słuchać propozycji
zespołu. Właśnie w tamtych czasach powstała pierwsza kompozycja, która
została umieszczona w lekko zmienionej formie na debiutanckim krążku
FTV. Nagranie to nosi tytuł Spill. Po odejściu Jeffa Jonsa pozostali dwaj muzycy zmienili nazwę na
właściwą obecnej czyli
FRENCH TV, zapraszając do zespołu braci Beau i Fennera Castnerów z
zespołu THE BRIDGE mającego w swoim repertuarze wyłącznie covery YES,
GENESIS, PINK FLOYD, LED ZEPPELIN. Niespełna 17 latek Fenner
rekomendował do zespołu swojego szkolnego kolegę Artie Bartona
grającego na gitarze elektrycznej i tak oto w takim składzie
pod okiem producenta Howie Gano popełnili pierwszą płytę FTV 1 wydaną w
maju 1984 roku w numerowanym i limitowanym nakładzie 500 winyli. Owe
nagrania do niedawna były rarytasem dla kolekcjonerów. Do niedawna bo w
2000 roku wznowiono ten krążek. Zespół muzycznie plasuje się tu na
skraju stylistyki lat 70-tych zdradzając wpływy sceny
CENTERBURY, czy też zespołu HAPPY THE MAN(nagrania HAPPY ARMIES FIGHT
IN THIER SLEEP, SPILL) oraz lat 80-tych, tłumaczą to wręcz popowe
ciągotki jakże charakterystyczne dla tamtego okresu. Doskonałym tego
przykładem jest nagranie THE ARTIST'S HOUSE . Jednak najbardziej
reprezentatywnym z całości jest trzy-utworowy finał płyty w postaci NO
CHARGE, EARTH I WAIT, THE VISIT.
W połowie lat 80-tych zespoły grające tego typu muzykę były skazane
na wyginięcie, gdyż nikt z dużych koncernów nie chciał inwestować w
tego typu muzykę mającą lata świetności i komercyjnej popularności za
sobą. Nikt też nie zainteresował się FTV do takiego stopnia by zespól
mógł utrzymać się i egzystować z tworzenia muzyki. Mike Sary nie złożył
"broni" i na przełomie lat 80-tych i 90-tych wydał drugą płytę AFTER A
LENGTHY SILENCE. Podobnie jak kolejny VIRTUE IN FUTILITY wydany w 1994
roku
został nagrany przy udziale m. in. Fennera i Artiego. W porównaniu z
poprzednią płytą na stanowisku keybordzisty Paul Nevitt zastąpił Billa
Fowlera (kolejny kolega ze szkoły). Muzyka w porównaniu z poprzednimi
jest bardziej ekscytująca z uwagi na niebywały dynamizm kompozycji w
tym zerwanie z tandetnym brzmieniem keyboardów lat 80-tych oraz
rozbudowanie i urozmaicenie przez nowe instrumenty typu trąbka,
skrzypce. Płyta bardzo równa i nie sposób wyróżnić jakąkolwiek
kompozycję. Ogólnie oscyluje miedzy karmazynem (HEY! REAL EXECUTIVES
JUMP FROM. . . ), wpływami Rock in Oposittion (CLANGHONKTWEET),
akordami przywodzącymi na myśl wczesny MARILLION(koniec THE FAMILY THAT
OONTS TOGETHER GROONTS TOGETHER), czy improwizatorskim jazz-rockiem
(I'M WHINING FOR THAT FUNKY BABY OF MINE) bądź HAPPY THE MANowskim
podejściem do komponowania według FTV (EMPATE), zaznaczając przy tym,
że FTV łączy w swych kompozycjach różne wpływy tworząc jedyny w swoim
rodzaju nastrój przy tym dezorientując w pozytywnym znaczeniu słuchacza
badającego jednoznaczność kompozycji. Rok po trzeciej odsłonie ukazał
się czwarty album i przyniósł spore zmiany personalne. Na gitarze
pojawił się Tony Hall, a na perkusji Bob Douglas śpiewający
jednocześnie, oraz John Robinson na keyboardach. Pojawiają się
gościnnie starzy znajomi FTV m. in. Bill Fowler oraz Dean Zegoris w
nagraniu NO RAVEN TONIGHT. Ciekawostką jest też cover VDGG PIONIERS
OVER 'C' zagrany w sposób bardzo odważny, oryginalny a zarazem
kontrowersyjny. W roli kompozytorskiej dominują Hall i Sary. Ten
pierwszy wyczarował tu bajeczną suitę PERSEID łączącą nastrojowość z
podkręcającymi tempo fragmentami, licznymi partiami fletu i dominującą
perfekcyjną gitarą autora kompozycji.
Kwintesencją stylu FTV jest nagranie THE SOULS OF THE DAMNED
LIVE IN FAILED WORKS. Słychać tu wyraźnie cały charakter FTV,
prog-awangardowe podejście z przymrużeniem oka do materii muzycznej.
Piąta odsłona miała miejsce w 1997 roku i była to płyta koncertowa
LIVE-YOO-HOO!!!. Wynikiem tej płyty były liczne koncerty po USA między
innymi u boku VOLARE, jak i wizyta m. in. na festiwalu PROGDAY'97 w
PÓLNOCNEJ KAROLINIE. Płyta zawiera nowe nagranie TINGLER łączące fusion
z flamenco mogące kojarzyć się z AL DI MEOLĄ i RETURN TO FOREVER. Mamy
też dwie kompozycje z pierwszej płyty, trzy z trzeciej oraz jedną z
drugiej. Szczególnie wyróżnia się gra ZIGORISA na stałe powracającego
do zespołu, a grającego momentami na tym koncercie jak Bill Connors z
RETURN TO FOREVER. Mocnym punktem płyty są również improwizacje
utrzymane w duchu BILL BRUFORD, FRANK ZAPPA, GONG, a nawet OZRIC
TANTACLES.
Jak na razie ostatnią propozycją FTV jest album THE VIOLENCE
OF AMATEURS z 1999, będącą zdecydowanie najlepszą propozycją w całej
dość równej muzycznej historii zespołu. Tu również mamy do czynienia z
coverem, tym razem innej znakomitej sławy ZAMLA MAMMAZ MANNA będącej
podporą RIO. To nagranie to JOOSAN LOST/THE FATE
trwające ponad 20 minut i zawierające niebanalną melodyjność połączoną
z improwizacjami zapierającymi dech. Bardzo udanie wypadł też debiut
kompozytorski Zigoris. THE SECRET LIFE ON WALTER RIDDLE zionie
pomysłowością i witalnością przy idealnej technice instrumentalistów.
Nad całym dziełem wisi duch awangardowych przodków, a w momentach
odpoczynku od zakręcenia tudzież nagwintowania snuje się prog-rockowa
sielanka.
Bardzo istotnym elementem płyt FTV jest poczucie humoru które
objawia się, a to przezabawną historią Mr. Sary we wkładce THE VIOLENCE
OF AMATEURS, a to zabawnymi okolicznościami powstania VIRTUE IN
FUTILITY, a jeszcze śmieszniejsze są ostrzeżenia zawarte w ramce przy
liście nagrań. Przeciwnym stałym elementem wkładek i okładek jest
protest przeciwzbrojeniowy niemal na każdej płycie. Objawia się to
artykułami, statystykami i wykresami dotyczącymi zbrojeń militarnych na
całym świecie. Antymilitarne nastawienie przejawia się również w
nagraniach. FRIENDS IN HIGH PLACES to przemówienia Busha i Reagana
dotyczące wojny w Iranie. Innym przykładem jest wojenny marsz we
wstępie THE SECRET LIFE OF WALTER RIDDLE.
Niewątpliwie zespół kierowany od początku przez Mike’a Sary
jest zespołem godnym uwagi
i zarazem trudnym do sklasyfikowania gatunkowego. Jest pełną gamą
dźwięków stale się mieszających, opozycyjnym punktem widzenia
współczesnego rocka progresywnego. To muzyka robiona z pasją dla ludzi
z pasją szukania nowych doznań dźwiękowych, wartości transcendentalnych
na płaszczyźnie szeroko pojętego rocka postępowego
2002-07-12, Skyacek
caladan.art.pl
FRENCH TV 7: THE CASE AGAINST ART

Długo słuchałem i zastanawiałem się nad konstrukcja, a w dalszej
częsci oceną tego albumu. Poprzednia płyta French Tv przeszła moje
najśmielsze oczekiwania. Wierzyłem, że zespoł włoży w swoją siódmą
odsłonę The Case Against Art jeszcze wiecej wysiłku tak aby nie
powielić, zachowac swój styl a przy tym popełnić kolejne intrygujące
zawiłe nagrania.
Nagranie otwierające nie pozostawia wątpliwości, że mamy do
czynienia z jedynym w swoim rodzaju zespołem. Kompozycja w której w
sposób wyraźny do dialogu dochodzą echa spacowe a la Steve Hillage z
prog rockową tradycja, bluesem a specyficzynym cyrkowym humorem FTV.
Podobna wyrazistość oferuje One Humiliating Incident After Another
gdzie saksofon przepięknie współgra z gitara zaś perkusja wzmaga się z
bassem dając kunszt swoich improwizatorskich i technicznych
umiejętności. Dopiero po wysłuchaniu tej płyty mogę powiedzieć ze
współgranie czy mówiąc żartobliwie sztuczne współ zawodnictwo
instrumentalne zostało wyeksponowane i dokonane w sposób genialny !
Na szczególne uznanie zasługuje najpiękniejsza kompozycja
French Tv jaką kiedykolwiek usłyszałem : Viable Tissue Matter, gdzie
band daje się poznać od innej strony bardziej romantycznej, lirycznej.
Spokojny wręcz leniwy początek snuje sie tworząc sielankowa atmosferę z
fletem w roli głównej, jako przewodnik, po krainie którą niegdyś
malował i zachwycał Happy The Man. Jest tu przestrzeń i marzycielski
popis nowego nabytku French Tv, jakże trafnego, Warrena Dale'a na
keybordach. Jest tez burza tempa z sekundy na sekunde
przyspieszającego, momentami a la Gong, ale ciągle mającego tą
nieokreślona i niebywała przestrzeń pomimo zmiany wyrazu kompozycji.
Nie zabrakło również popisu Deana Ziggorisa będącego w tle całego
przedsięwzięcia płytowego. Tu Dean ma swoje "piec minut" wykorzystane w
sposób niebywale trafny. Ziggoris udowadnia ze nie tylko potrafi zagrać
sztywno, technicznie i szybko ale potrafi stworzyć kilka szorstkich i
brudnych riffow, mnie kojarzących się z najbardziej melodyjnymi
momentami z niektórych płyt Dereka Bailaya.
Reasumujac. Album niezwykły, udany, zaskakujący a zarazem
zachowujący charakterystyczność FTV wypracowaną latami. Tak trzymać !!!
p.s. Tak na marginesie zespół bardzo by chciał zagrać koncerty dla
Polskiej publiczności. Tylko czy jesteśmy gotowi na ich show ? Czy
jestesmy zainteresowani ich tworczoscia? My Polacy. Ja tak, i sadze ze
i TY czytelniku jesteś takiego samego zdania. Na pewno będą to
niezapomniane wieczory.
2004-02-09 Skyacek
FRENCH TV6: THE VIOLENCE OF AMATEURS
Rozwoj zespolu siega apogeum.
Plyta The Violence of Amateurs to dzieło w kazdym calu . To juz wiecej
niz rock progresywny !Nowa jakosc Prog rocka (???).
Otwierajacy Kokonino Stomp powala seria zapetlonych w jeden temat
dęciaków, nie brakuje tez poczucia humoru i pojawia sie niebywały polot
i pewnosc muzyków. Wszystko jest zgrane z taka perfekcją...
Nie inaczej jest w nastepnej kompozycji ocierajacej sie o kanony
awangardowe, a Steve Good odgrywa taka solówke na saxofonie ze wbiła
mnie w ziemie!!. Owa solówka może przypominac szczytowe i najbardziej
jazzgotliwe dokonania Kena Vandermarka. Mamy tez nawiązania do
Shadowsów tudzież country- western- viede zakończenie nagrania.
The Odessa Step Sequence to bardzo progresywny poczatek, oplatany
zakreconą melodyką i dynamiką. Co chwila FTV zmienia tempo i powołuje
nowy temat przez co zyskuje na żywiołowosci. Dużo w tym orginalności,
są tez minimalne ukłony w strone KIng Crimson - ta szorstkość w
ostatnich sekundach tego nagranaia.
W Mail Order Quarks jest bardziej progresywnie , bardziej swobodnie,
bez natłoku zmieniajacych sie tematów, co nie znaczy ze jest nudnie.
Fenomen tej plyty tkwi w tym ze FTV potrafi zaczarowac sluchacza
zasypując wyważonymi perfekcyjnie pomysłami(...)
Mail Order Quark jest niczym sztorm, podmuch wichury. Z wolna narasta ,
spietrza sie by po chwili zawiac spokojniej z innej strony
progresywnego nieba. Takiej dramaturgii nie znajdziecie na zadniej z
plyt FTV.
Na zakonczenie cover Zamla Mammas Manna zagrany bardzo karmazynowo i rześko.
Oj przepieknie tu zawodzi na gitarze Dean Zigoris bedący mocnym punktem FTV.
Tego trzeba posluchac!
Płyta genialna ze wszechmiar. Nie sposob sie nudzic, jestesmy zarzuceni
wieloscia porywających momentów iż nie sposób ucha oderwacod tej płyty.
FTV zawiesil wysoko poprzeczke stale z plyty na plyte ja podwyzszajac.
Jesli nie znacie tego zespolu to polecam zaczac poznanie- sluchanie
własnie od tej pozycji.
2003-01-08 Skyacek
FRENCH TV 4: INTESTINAL FORTITUDE
Czwarta odsłona Francuskiej
Telewizji przynosi zmiany w postaci wokali, ktore co prawda wypadaja
dosc orginalnie ale nie dodają zbytnio uroku kompozycją. Całość
rozpoczyna Um Tut Sut w iscie cyrkowym stylu przez 2/3 nagrania
trzymajac w zartobliwym klimacie by podkoniec powaznie zaczarowac
technicznym progressem. Dziewiecio minutowy No Raven Tonight to
pierwsze historyczne nagranie FTV z wokalem wypada dosc przecietnie
choc bywaja momenty potrafiace zachwycic. Suita Perseid to stonowany
zlepek tematów kojacych z uwypukleniem gitary akustycznej i miło
zawodzacego fletu w tyle owej gitary. Persides to rowniez dynamiczne
granie ispiewanie, ale to w ostatniej zczesci opatrzonej tytułem Reign
Of Ice gdzie mamay choralne zaspiewy, notabene bardzo nierówno
zaśpiewane, niemal jak na żywo. Ogolnie bardzo udana kompozycja
Toneyego Halla ktory w final serwuje całkiem udane solo, nie pozornie
schowane za sekcją rytmiczna na pierwszym planie.
Black Day, White Light to moje ulubione nagranie z tej plyty.
Kompozycja napisana przez Tony Halla zaczyna sie bardzo tajemniczo,
przestrzennie by po minucie wyciszyc sie i rozpoczac prawdziwe
dynamiczne rzemioslo. Około piątej minuty budzi sie w zespole liryzm,
jest spokojnie i slicznie zawodzi skrzpek-Peter Rhee. Nie cała minuta
sielanki i powrót do poprzedniego tematu.
Taki oto schemat staje sie wyroznikiem kompozytorskim FTV. Gdzie na
kanwie owego schematu wplatuje improwizacje i nutki jakze
interesujacych urozmaicen.
Tak jest rowniez w przedostatnim nagraniu bedącym wizytowka
umiejetnosci a takze bogatych i niebanalnych rozwiazań melodycznych.
MIODZIO !:-)
Na zakończenie mamy cover Van Der Graaf Generator. Podrobienie
upiekszenie lub dorownanie temu zacnemu zespołowi z przeszłoeci jest
bardzo trudne.
FTV zrobili to poswojemu i chwała im za to. Brzmia inaczej, bardzo
ciekawie,a wokalista...... Sami ocencie. Mnie ta wersja przekonuje,
choc od razu nie byłem przekonany. Taka jest cała twórczosc FTv. Wymaga
czasu i oswojenia sie
Intestinal Fortitude to kolejny mały krok w ewolucji. FTV brzmi
coraz lepiej, bardziej dojrzale, wiecej tu szczegołow ktore wyławia sie
za każdym zetknieciem sie z ta plytą.
2003-01-08 Skyacek
FRENCH TV3: VIRTUE IN FUTILITY
Oto najbardziej progresywna ze
wszystkich plyt zespołu w całej dyskografii i chyba najbardziej znana
płyta FTV. Jest tu stosunkowo mało ciągotek ku jazz-rockowi i w moim
mniemaniu ocena : 7 jest na dzień dzisiejszy trochę naciągnięta. I to
nie dla tego że nie lubię rocka progresywnego. W wydaniu FTV jest mało
orginalny i patrząc z peryspektywy czasu.... "zgrany".Więc nie "bije"
po uszach jak powinien ;).
Przede wszystkim brakuje tu charakterystycznego punktu-nagrania,
słucha się tej płyty i wpada ona jednym uchem a wypada drugim. Owszem
są tutaj niezłe kombinacje i popisy kolektywne jak i indywidualne.... W
mojej opinii wypada to blado. Nie ma już tak mocno drażniących
keyboardów jak na "jedynce" ale brakuje gitarowych popisów tak
intrygujących jak na debiucie.
W nagraniu otwierającym mamy klimat zbliżony do sceny Centerbury,
między innymi za sprawą Deana Zigorisa który na kolejnych plytach
pokaże na co go stać. Już tutaj stanowi o sile tego nagrania, które jak
większość nagrań FTV zrobiona jest według receptury
temat przewodni i na jego tle improwizacje dość krótkie, każdego z
instrumentalistów z finałem zapentleniowym tematu który się przewija
przez całe nagranie.
Co ciekawe nagrania zaczynają się charakterystycznym tematem oczywiście
innym dla każdego, i po około 3-4 minutach powraca owy temat by
najczęsciej po kilku minutach powrócić bądz zakończyć nagranie. Tak
jest skonstruowana tutaj muzyka.
Warte odnotowania są wprowadzające sporego ożywienia skrzypce i
trąbka pojawiająca się dośc często.
Bardzo intryguje mnie nagranie THE FAMILY THAT OONTS TOGETHER,GROONTS
TOGETHER gdzie po 4 minucie pojawia się temat raptem wycięty z LOVE
SONG TWELFTH NIGHT. Takie mam odczucie.
Najjaśniejszym punktem płyty jest EMPATE oraz zamykający SLOWLY I
TURN... STEP BY STEP... INCH BY INCH... nie zapominając o iście
jazzowym rodzynku całkowicie improwizowanym z szalejącym, momentami,
saxofonem będący w końcowej improwizacji w interakcji z gitarą która
również dodaje smaczku całemu nagraniu pomimo że tylko asystuje
tutaj. Natomiast wspomniany EMPATE zaczyna się dość mocno tak iż mamy
wrażenie
że za chwilę nagranie zacznie instrumentalną galopade.Tak się jednak
nie dzieje przynajmniej na wstępie a własciwie to co następuje po
kilkunasto sekundowym wstępie i zapętlanie czyli galopada i powrót do
częsci spokojniejszej , subtelniejszej. GENIALNE !!!!
Naprawde improwizacje i budowanie napięcia w tym nagraniu wypadło
perfekcyjnie amerykańskim francuzom z telewizji. Kolejne ze szczytowych
wymienionych nagrań jest podobnie zbudowane jednak wszystko dzieje się
tu wolniej co nie znaczy gorzej.
Mocny punkt plyty, wspaniałe zakończenie zrobione wspaniale technicznie
i na dodatek z "jajem" czyli śpiewami Vikingów będących zapewne po
konsumpcji piwa bezalkoholowego STRONG ;)
Zalążek progresującej formy.W świetle całości trochę brakło pomysłów
i ciekawszych rozwiązań melodyczno-technicznych, ale jest naprawdę nie
źle.
2002-10-26 Skyacek
FRENCH TV 1
Dość nieoczekiwanie przypadł mi
zaszczyt napisania recenzji płytowych zespolu którego w dziale
felietonów starałem się przybliżyć Polskiej prog-rockowej publiczności.
Ci co nie czytali serdecznie zachęcam bo to ze wszwchmiar zacny zespół
bynajmniej nie pochodzący z Francji lecz ze Stanów Zjednoczonych.
Zresztą każdy kto choć chwile słuchał ich płyt tudzież nagrań doskonale
wyczuł tendencje charakterystyczne dla tego rejonu progresywnego
świata. Jednak FTV nie bazuje wyłącznie na twórcach amerykańskich
interesującego nas gatunku muzycznego. Muzyka FTV to wypadkowa
wszystkiego co dobre głównie w jazz-rocku jak również w rocku
progresywnym, choć te pierwsze przytoczone wpływy są bardziej słyszalne.
Debiut FTV został zainicjowany w roku 1984 niskonakładowym vinilem.
Po latach ten materiał zespół postanowił oczyścić i wydać na srebrnym
krążku.
Przede wszystkim muzyka tu zawarta stanowi piętno czasu w postaci jakże
charakterystycznie brzmiących w tamtych czasach kybordów. Po latach
brzmią bardzo banalnie wręcz tandetnie. Tak jest w nagraniu THE
ARTIST'S HOUSE gdzie przychodzi na myśl zespół Camel i jego plyty "The
Single Factor" oraz "I cant See Ypur House From Here". UNDER HEAVEN
THERE IS GREAT DISORDER gdzie pomimo wstępu nie rokującego niczego
dobrego w dalszej części nagrania objawia jakże znamienne schematy
jakimi FTV operuje na tej jak i na następnych płytach świadczące o
potencjale improwizatorskim, charyzmie, i tym co najlepsze w sile tego
bandu . Poza opisanym wyżej nagraniu takie warunki na tej płycie
spełnia jeszcze całkowicie improwizowany EARTH, I WAIT, całkowicie
"free" bez konsensusu i upustu napięcia. Taki upust jednak daje jedno z
najlepszych a zarazem najstarszych nagrań zespołu. Jest nim SPILL.
Imponująco budowane napięcie, bulgoczące kybordy, w tle wolne leniwe
akordy gitary elektrycznej aż do drugiej minuty gdzie pojawiają się
inne instrumenty zdecydowanie i w innych rolach niźli we wstępie.
Zaskakuje motoryka tego nagrania, kybordy ciągle modulowane i
powracające do porządku co jakiś czas i wszystko to wieńczą
poszczególne improwizacje na tle usystematyzowanego i zaplanowanego
pasażu melodyjnego będącego dodatkiem do jakże wspaniałych improwizacji
poszczególnych muzyków . Charakterystyczne
i chwytające dopiero po kilku przesłuchaniach są „symulowane” przez
keybord cymbałki [;)] (nagranie THE VISIT).Natomiast za pierwszym
przesłuchaniem chwyta melodyjny NO CHARGE. Naprawdę trudno się oprzeć
temu nagraniu. Zostaje głęboko w pamięci.
Z każdym nowym przesłuchaniem płyta coraz bardziej podoba się.
Posiada fragmenty bardzo dobre (SPILL, NO CHARGE, EARTH I WAIT) jak i
mniej udane (HAPPY ARMIES FIGHT IN THEIR SLEEP,ARTIST'S HOUSE)
Ale to dopiero prolog, pierwszy krok w światku około progresywnym i progresywnym..
|
|
©2007
| 
|
|